Społeczność
blog.ekologia.pl   Publicyści   Kacper Kowalczyk   KacperEKO: Odwrotnie jak ludzie, czyli ze wsi do miast!
1

KacperEKO: Odwrotnie jak ludzie, czyli ze wsi do miast!

Coraz więcej z nas decyduje się opuścić miasto i zamieszkać na wsi. Co powoduje, że aż tylu ludzi zdecydowało się na taki krok? Spokój, cisza, beztroska. Uciekamy od wielkomiejskiego pędu niewiadomo za czym. Miasta wyludniają się w niewyobrażalnym tempie. Niebawem być może będziemy obserwowali opustoszałe wielkie budowle, w których nikt nie ma najmniejszego zamiaru mieszkać, chociażby tak jak w Czarnobylu. Dokładnie odwrotnie dzieje się w świecie zwierząt. Coraz chętniej zasiedlają dotąd nieznane im siedliska. Wielu z nich obecność człowieka przestała przeszkadzać, a nawet wprost przeciwnie. Ludzie są pożądanymi sąsiadami, z którym można żyć w symbiozie. Pozostaje jednak pytanie jakie mechanizmy kierują zwierzętami? Co sprawia, że miasta są dla nich tak atrakcyjne i zjawisko synantropizacji z upływem czasu jest coraz silniejsze? Czyżby przyroda wyrównywała równowagę między wyludniającymi się miastami i coraz bardziej zaludnionymi wsiami?
 
Ludzie stworzyli potencjalne nisze
 
W  świecie ptaków za najbardziej miejskiego z miejskich uchodzi jerzyk. Dotychczas ptak gór, zakładający gniazda w różnego rodzaju występach, wyrwach, otworach w półkach skalnych. Wraz z rozpoczęciem budowania przez człowieka wysokich budowli ptaki postanowiły tam zamieszkać. Co przesądziło o zasiedlaniu budynków? Podobieństwo do środowiska naturalnego. W budynkach, tak jak w półkach skalnych, było pełno wyrw, dziur, różnego rodzaju zakamarków, w których można zbudować gniazdo. Nie sposób było nie skorzystać z takiej okazji. I tak jerzyki w oparciu o naszą infrastrukturę zwiększyły swoją liczebność. Przypieczętowaniem miejskości jerzyka okazały się lata 70. ub. wieku. Wówczas w Polsce realizowana była szeroko zakrojona inicjatywa odgórna, mająca na celu budowę jak największej ilości mieszkań. Bloki wyrastały wtedy jak grzyby po deszczu. Nadarzyła się kolejna okazja do zasiedlenia zupełnie nowych, dotąd nieznanych siedlisk. Oczywiście ptaki skorzystały z tego faktu zamieszkując otwory znajdujące się w stropodachach. – Liczebność jerzyków wzrosła co najmniej kilkukrotnie, jednak nie ma niestety danych z tamtego okresu, które pozwoliłyby na ocenę sytuacji – mówi prof. dr hab. Maciej Luniak ornitolog z Muzeum i Instytutu Zoologii PAN. Poza tym dla jerzyków osiedlenie się w ludzkich blokowiskach było stosunkowo bezpieczne. Po pionowych ścianach żaden drapieżnik penetrujący lęgi nie był w stanie dostać się do gniazda. W ten sposób ze zwierzęcia typowo górskiego, jerzyk stał się zwierzęciem typowo miejskim. Obecnie lwia część populacji tego gatunku występuje w miastach. Znane są nieliczne wyjątki mieszkające poza miastami, jednak w skali całej populacji te stanowią znikomą część całości.
 
Nauka zawsze popłaca!
 
            Kiedy na terenie Ameryki Północnej tamtejsze aglomeracje zaczęły się prężnie rozwijać z każdym rokiem przybywało coraz więcej ludzi. Wraz z nimi zdecydowanie wzrosła produkcja odpadów. To była dobra okazja dla szopów praczy, które nie omieszkały z niej skorzystać. Od lat 50. ub. wieku rozpoczęły kolonizować miasta, chociaż pierwsza wzmianka pochodzi już z lat 20. XX w. kiedy po raz pierwszy zaobserwowano szopa na obrzeżach Cincinnati. Stopniowo kolonizował kolejne amerykańskie miasta: Filadelfie, Waszyngton, Nowy Jork czy kanadyjskie Toronto. Dla  mieszkańców takie zjawisko oznaczało problemy, bowiem zwierzęta te doskonale poradziły sobie z otwieraniem różnego rodzaju zamknięć. Amerykański etolog H. B. Davis z Uniwersytetu w Clark już w roku 1908 przeprowadził doświadczenie. Zadaniem szopów było otwarcie 13 różnych zamknięć. Zwierzęta uporały się z jedenastoma i zrobiły to w mniej niż dziesięciu próbach. Za każdym razem, gdy zauważały zamknięcia o podobnych rozwiązaniach, od razu zabierały się do ich rozpracowania. Okazuje się, że te ssaki posiadają bardzo dobrze rozwinięty zmysł dotyku, dzięki któremu mogą poznawać świat. Jednym z powodów, dla których szopy postanowiły kolonizować ludzkie osady, był łatwy dostęp do bogatego w wiele substancji odżywczych pokarmu. Wiązało się to z bezpośrednim przebywaniem w pobliżu naszych domów. Szopy szybko zaobserwowały dokąd trafiają wyrzucane przez nas, nie zjedzone resztki posiłków. Najczęściej bywały to kosze na śmieci. Nocami, gdy są aktywne, podchodzą do koszy, otwierają je i wybierają to, co dla nich najbardziej wartościowe. Oczywiście ludzie wymyślili wiele zabezpieczeń, które jednak nie stanowiły dla szopów praczy problemu. Ta umiejętność pozwoliła rozwinąć miejską populację do dość dużych rozmiarów. W tym zakresie liczby są bezwzględne. Zagęszczenie szopów na kilometr kwadratowy w miastach obecnie wynosi 50 – 150 osobników. Dla porównania w środowisku naturalnym obserwuje się tylko do 20 osobników na kilometr kwadratowy. 
 
Od małego w mieście
 
Sokoły wędrowne były ptakami typowo leśnymi. Obserwacje w miastach stanowiły rzadkość i wywoływały sensację. Takiego osobnika płci żeńskiej przez trzy kolejne sezony obserwowano w latach 1947 – 1950 na terenie Poznania. Nie stwierdzono jednak lęgu, a okres w jakim był widywany sugerował status ptaka przelotnego. Później nie odnotowano już żadnej wzmianki na temat miejskich sokołów wędrownych. Sytuacja uległa zmianie o 180 stopni na początku programu restytucji tych ptaków. Kiedy liczebność była dramatycznie niska, po kilkudziesięciu latach stosowania DDT, na początku lat 90. grupa zapaleńców postanowiła odbudować silną niegdyś populację. Osobniki wypuszczano zarówno na terenach leśnych, górskich i miejskich. Niestety populacja leśna nie chciała się odradzać. Za to sytuacja w górach, a także miastach była zupełnie odwrotna. – Różne maszty, kominy czy inne tego rodzaju konstrukcje stanowią odpowiednik urwisk skalnych, a także dobre punkty obserwacyjne – mówi Jan Lontkowski ornitolog z Muzeum Przyrodniczego Uniwersytetu Wrocławskiego. Można zatem wywnioskować, że ptaki żyjące w górach dołączyły do tych żyjących w miastach. Wysokie budynki okazały się być dobrymi miejscami do zakładania gniazd. Tak samo jak górskie skały, są dość stabilne, a patrząc w dół usytuowana tam ulica może przypominać górski wąwóz, natomiast ściana budynku urwisko. Jednak takie wnioski w kontekście procesu synantropizacji sokoła wędrownego są nie do końca prawdziwe. Wynika to z faktu, że drapieżniki te doskonale zapamiętują miejsca, w których przyszły na świat. – Musimy pamiętać, że sokoły wędrowne zakładają gniazda na budynkach, ponieważ zostały tam wsiedlone w ramach programu reintrodukcji. Następne pokolenia zapamiętały te miejsca i zgodnie ze wzorcami wyniesionymi z gniazda, także założyły swoje w miastach – wyjaśnia Jan Lontkowski. To wynika z mechanizmu jakim posługuje się rodzina sokołów w ogóle. Bytowanie sokołów wędrownych zostało wyłącznie podyktowane ingerencją człowieka od samego początku. Gdyby nie program reintrodukcji oraz sztuczne wsiedlanie poszczególnych osobników do miast, ptaki te nie pojawiłyby się w tym środowisku aż tak licznie, jak ma to miejsce w obecnych czasach.
 
Niezdrowe owady
 
            Wraz z rozwojem cywilizacji proces synantropizacji nie ominął także owadów. Według wielu naukowców stanowią główną grupę zwierząt, które dzięki życiu obok człowieka osiągnęła niewątpliwy sukces. Jednak dla ludzi obecność pewnych gatunków może stanowić nie lada problem. Tak jest w przypadku karaczana niemieckiego, zwanego inaczej karaczanem prusakiem. Prusaki przenoszą rożne choroby, a ponadto są przyczyną alergii, a nawet chorób układu oddechowego. Prowadzą stadny tryb życia i najczęściej zajmują stanowiska, które pozwalają im na spokojne funkcjonowanie z dala od wzroku człowieka. Przeważnie są to ciemne, wilgotne przestrzenie umożliwiające tym owadom rozmnażanie. – Podczas prowadzonych przez nas badań największą liczbę karaczanów stwierdziliśmy w okolicy lodówek, kuchenek mikrofalowych czy magazynów z żywnością – informują Joanna Jarmuł-Pietraszczyk, Elżbieta Budzińska-Wrzesień, Marta Kamionek i Robert Wrzesień ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. Taka obserwacja nie może dziwić. Karaczany do Europy przywędrowały z Azji właśnie wraz z transportami jedzenia. Ważnym czynnikiem pozwalającym na kolonizację ludzkich osiedli jest wszystkożerność tych zwierząt. Pozwala im to na przetrwanie trudnych dla nich warunków środowiska. – Kiedy tylko braknie pokarmu w danym miejscu, karaczany potrafią wędrować na duże odległości i to naprawdę przeróżnymi drogami, jak złącza hydrauliczne, suche syfony kanalizacyjne czy połączenia elektryczne. – zauważają naukowcy z SGGW. Pokarmu poszukują przy udziale węchu, dlatego brak światła nie jest dla nich zbyt szkodliwym czynnikiem, uniemożliwiającym funkcjonowanie. Jeśli tylko natkną się na smakowity kąsek, który jest warty uwagi, od razu zatrzymują się przy nim, a tym samym za pomocą wydalanych odchodów, w których znajdują się feromony, przywabiają inne osobniki. W takich miejscach dochodzi do rozlicznych kopulacji. To kolejny mechanizm pozwalający prusakom na kolonizację miast. Po zapłodnieniu samice składają kokony – każda po jednym – z około 40 jajami. Dzięki licznemu potomstwu zwierzęta te zwiększają swoje szanse na przetrwanie gatunku.     
Ten wpis czytano 828 razy.
Wczoraj miałam niezwykłe spotkanie z bocianem czarnym. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że mieszkam w Wołominie w woj. mazowieckim. Ptak kołową po czym skręcił na pobliską łąkę. Pewnie zabłądził, ale muszę przyznać że widok był niesamowity
Gość Ona - Środa, 20 Maj 2015 10:49
Odsłon: 33035
Kacper Kowalczyk
Miłośnik dzikiej natury. Dziennikarz Akademickiego Radia Luz, student Weterynarii na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu
<< Luty 2018 >>
PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28      
zobacz wszystkie wpisy »