Społeczność
blog.ekologia.pl   Publicyści   Kacper Kowalczyk   KacperEKO: Na Sosnowskiego urok!
0

KacperEKO: Na Sosnowskiego urok!

Chyba nareszcie uda się rzucić. Ostatnio w Polsce można było naprawdę bardzo wiele przeczytać, wysłuchać czy obejrzeć na temat szkodliwego działania barszczu sosnowskiego. Jednak tym razem polscy naukowcy opracowli metodę, dzięki której uda się ograniczyć populację tej rośliny do minimum.

Botanicy z Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie przestestowali tę metodę na terenie Małopolski. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Barszczu sosnowskiego ubyło o około 40 proc. Na czym rzecz polega? Roślina ta bardzo często porasta brzegi rzek oraz tereny, na których toksyczne związki mogą spłynąć do wód powierzchniowych. Tam zazwyczaj nie wolno stosować oprysków, dotychczas w grę wchodziły jedynie metody mechaniczne, które nie były skuteczne. Po wycięciu roślina znowu odrastała, a jak to w przypadku barszczu bywa, na bardzo pokaźne rozmiary rzędu 4,5 metra. Osiągając taką wysokość rozpoczyna się kwitnienie, czyli punkt kulminacyjy tego całego zamieszania, ponieważ wtedy dochodzi do "produkcji" nasion, a następnie po kwitnieniu ich rozsiewania. Jednak wróćmy do meritum. Naukowcy znajdują skupisko tych roślin, po czym każdej dozują, wbijając się do łodygi, odpowiednią dawkę różnego rodzaju związków toksycznych. Roślina wysycha i, jak się okazuje w wyniku prowadzonych badań, już nie odrasta na terenie, na którym została zastosowana ta metoda. 

Musimy pamiętać, że barszcz sosnowskiego to roślina pochodząca z Kaukazu, która została do Polski przywieziona w latach 60. i 70. XX w. Miała być wykorzystywana do produkcji paszy dla zwierząt ze względu na dużą zawartość białka oraz wysokie plony. Jednak roślina okazała się być szkodliwa zarówno dla ludzi jak i zwierząt, dlatego zaniechano dalszy prac nad nią. Barszcz sosnowskiego posiada właściwości alergizujące, prowadzi do poparzeń drugiego, a nawet trzeciego stopnia. Zalecane jest omijanie z daleka tej rośliny, a w sytuacji kiedy znajdziemy ich skupisko powinniśmy powiadomić lokalną Stację Sanitarno - Epidemiologiczną.  
Ten wpis czytano 272 razy.